North & South
Wojna secesyjna, jak wiemy z podręcznikowej definicji, była wojną domową mającą miejsce na terenie Stanów Zjednoczonych. Osobiście nie wpadłbym na to, iż okaże się to tworzywem
gry na Amigę, która bezpowrotnie zalęgnie się w mojej pamięci. Już od pierwszego rzutu oka, widać, że całość potraktowana została z przymrużeniem oka, nic sobie nie robiąc z wagi konfliktu. Wydawałoby się także, iż sfera strategiczna, byłaby najwłaściwsza dla podjętej tematyki. Ale gdzie tam! Mamy bowiem do czynienia z miksem kilkorga elementów – danie składa się po trochu z RTS’a, gier zręcznościowych oraz warstwy taktycznej. Wszystkie ruchu planujemy na podzielonej istniejącymi, oraz cechującymi się konkretnymi profitami z posiadania, stanami, by realizować je w trybie bezpośredniej kontroli. Jeśli atakujemy wrogą armię na pustej połaci ziemi, dochodzi do bitwy, w trakcie której musimy odpowiednio gospodarować piechotą, kawalerią oraz artylerią, samemu starając się o minimializowanie strat własnych. Musimy dbać więc o odpowiednie ich rozłożenie, umiejętne wzywanie posiłków (jeśli takowe posiadamy), dostosowywanie otoczenia (czemu nie zniszczyć mostu, dzięki któremu wróg atakuje nas z flanki?). Musimy się więc wykazać nie tyle sprawnym umysłem, co też refleksem, bowiem bez naszej ingerencji jednostki same się nie poruszą. Jeśli natomiast połasimy się na wrogi fort, całość przybiera nieco platformówkowego charakteru. Kierujemy jednym z żołdaków, którego zadaniem jest dobiec do wrogiej flagi. Podobnie wygląda napad na pociąg, z tym, że zmienia się tu nieco układ priorytetów. Całość opasana została śliczną kreską, o żywych barwach. Dźwięk także dołącza do pochodu parodii, dzięki czemu zostajemy uraczeni zabawnymi, częstokroć doprowadzającymi do łez speechami. Tytuł jest zabawny, o głębokiej warstwie strategicznej oraz elementach wymagających dla odmiany zręcznych palców. Nie wyobrażam sobie lepszej
gry dla dwojga graczy.
Recenzja - MatioK